BONJOUR PARIS, BONJOUR (?) BEYONCÉ

Każdy z Was zaplanuje kiedyś samodzielny wyjazd do Paryża. Zaplanowałem też i ja, namówiłem przyjaciół – zdecydowała się najtwardsza sztuka, nieoficjalny mistrz olimpijski brawurowej logistyki  – Monia. Żeby było sprawiedliwie i nikt nie czuł się pokrzywdzony, wybraliśmy lotnisko w połowie dzielącej nas pięknej polskiej ziemi.

Katowice, nadjeżdżamy!


Edith Piaf – Padam Padam

Uwielbiam w pełni zaplanowane wakacje. Dokładnie wiem gdzie i kiedy będę każdego dnia, nie ma czasu na szwędanie się, niesamowity czas w niesamowitym miejscu musi być idealne zorganizowany. Oczywiście czas na leniuchowanie i leżenie plackiem na trawie też wliczony jest w wakacyjny plan działania :)

Tak więc plan był. Godziny policzone na tyle dokładnie, aby spokojnie zameldować się w hotelu, zostawić walizki, wsiąść w metro i szybko dojechać na wydarzenie wyżyn amerykańskiej popkultury – ostatni (i jeden z dwóch w Europie) koncert wspólnej trasy Beyonce i Jay-z „On The Run.

Niestety każdy, nawet najbardziej misterny plan legnie w gruzach, gdy zawiedzie nieodzowny element każdej podróży – środek lokomocji. Wsiadamy więc w samolot, pasy zapięte, mamy z Monią tak silny ubaw swoim wzajemnym towarzystwem, że zarażamy humorem siedzącą tuż obok nas kobietę, która wkrótce nie wytrzymuje i zanosi się śmiechem razem z nami. Samolot dziwnie długo kołuje na pas startowy, stoi, włącza się i wyłącza. Nagle w głośnikach nad naszymi głowami rozbrzmiewa głos pilota, który pełnym obojętności tonem oznajmia, że samolot się zespół i nie odleci. I choć śmiać chce mi się z dramatu, który rozgrywa dalsze losy naszych wakacji – rodzi się lęk, czy zdążymy i czy w ogóle odlecimy.


Czas wyliczony co do minuty, by równo o 20:00 wstawić się pod Stade de France. Rachunek kolejnych godzin wyglądał następująco: 2h czekania na lotnisku, 2 ratujące życie drinki i 2 godziny lotu do Paryża.  Następnie pogoń ulicami zakorkowanego miasta do hotelu, który wkrótce okazał się.. nie być naszym hotelem. Błąd sprytnie wkradł się w misterne notatki, w Paryżu musiały być dwa hotele o tej samej nazwie – co najmniej jakby brakowało nam niespodziewanych wrażeń tego dnia. W beznadziei, w której się znaleźliśmy, świadomi upływu czasu, postanowiliśmy zostawić tam walizki i ruszyć w drogę – myśl, że po powrocie nie będą już na nas czekały nie opuszczała mnie przez kolejne pół godziny. Zaopatrzeni w szybkie nogi (outfit na koncert z braku czasu smucił się biedny w luku bagażowym) i w kanapki z przydrożnej knajpki udaliśmy się na magiczne spotkanie z ikonami naszych czasów. Byłem gotowy na wszystkie możliwe niefortunne zdarzenia, które miały nas spotkać jeszcze tego dnia. Gdy dotarliśmy na miejsce, czekała nas już tylko niezapomniana nagroda.


Cały kolejny dzień czuliśmy się pijani atmosferą poprzedniej nocy, w uszach echo „preeety huuurts”, nogi obolałe, gardło zdarte – ale szczęśliwi i głodni kolejnych emocji. Fizycznie również głodni (a nawet wygłodniali!), ochoczo sturlaliśmy się po hotelowych schodach do knajpki na rogu i zjedliśmy olbrzymi, przepyszny, trzydaniowy brunch – jako smakosze francuskiej kuchni – najedzeni więc szczęśliwi – wreszcie byliśmy gotowi powitać Paryż! Bonjour, bonjour!

Article Tags :
Wiktor
Wiktor Leśniak

Mam słabość do ładnych rzeczy, dobrych ludzi i smacznego jedzenia, toteż nie rezygnuję z niczego co dodaje życiu kolorów. Hedonizm traktuję jak lekarstwo. Przyjemność wzmaga dobre myślenie. I dobre zdrowie też! Moda, zdjęcia i podróże to mój świat - gdy tylko mogę - tam właśnie uciekam.

Related Posts
florencja florence bagno a ripoli pool party
płaszcz golf zara emporio armani okulary słoneczne srebrne buty zign spodnie cheap monday kraków nowa huta

Discussion about this post

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *